Radość, radość nadciąga!

Radość, radość nadciąga!
W marketach na półkach od jakiegoś czasu zalegają, zeszyty, długopisy i kredki. Znaczy się wrzesień już wkrótce.

Człowiek w sumie do szkoły już chodzić nie musi, ale i tak ma lekki "zmarszcz" tyłka.
Przez upływający czas - takie zwykłe tik-tak. 
Fakt, jeszcze niby sierpień, do grudnia jeszcze trochę, ale bliski koniec wakacji skłania do mimowolnych refleksji i już mogę powiedzieć, że ten rok zleciał strasznie szybko. Najgorsze, że był dla mnie fatalny i od strony zawodowej i prywatnej. Szczerze powiedziawszy katastrofa goniła katastrofę. Z planów, które miały mnie wydobyć z zawodowej katastrofy nic nie wyszło, bo trzeba  było wszystko rzucić i zająć innymi katastrofami, pojawiającymi się w międzyczasie.
Efekt jest taki, że praktycznie po roku pozostałem z niczym co miałem zrealizować, ale za to jestem spłukany, niewyspany i totalnie wykończony. 
Kiedyś, pojawiły się w mojej głowie myśli, aby zmienić ścieżkę zawodową - póki jeszcze nie jestem emerytem i mogę łopatę utrzymać w rękach - bo w obecnym układzie, z tego co człowiek robi to się raczej nie wyżyje. Jednak myśli takie pojawiały się tylko na chwilę. Teraz, coraz poważniej zaczynam się zastanawiać nad rzuceniem tego całego grafikowania, na rzecz taśmy produkcyjnej albo jakiegoś fajnego placu do zamiatania. 
Serio.
Owszem, na moją pracę są chętni, ho, ho!. No ale żeby wynikało z tego coś więcej - co to, to nie. Raz za razem podobny scenariusz: praca wykonana, milkną maile, urywa się kontakt i na koncie zero. Co z tego że umowa podpisana? Kto z tym pójdzie do sądu? O etacie nawet nie ma już co myśleć, bo w mojej okolicy to marzenie ściętej głowy. To tak, jakby żyć w afrykańskiej wiosce na skraju pustyni i próbować się zatrudnić gdzieś w okolicy jako fizyk jądrowy. 
Co więc innego zostaje?
Dałem sobie jeszcze czas do końca roku, aby ruszyć ze swoimi planami choć w części. Jeśli nawet i to się nie uda, albo pojawi się podejrzenie że moje plany to niestety też ślepa uliczka, przyjdzie to wszystko uroczyście i z pompą rzucić w diabły.
W sumie cóż gorszego może się stać?
Podobno jakakolwiek decyzja jest lepsza, niż brak decyzji :-)

Komentarze
Brak komentarzy...
Podpis:
E-mail:
Strona WWW (bez http://):
Komentarz:
Pola z gwiazdką muszą być wypełnione. Email nie jest publikowany.