Perixx Perimice-515 II

Perixx Perimice-515 II
Padaczka wśród sprzętu to zjawisko, które zdarza się u mnie od czasu do czasu niezależnie od tego jaki to sprzęt, jakiej jakości i jak mocno o niego dbałem. Tak też było ostatnio. Moja budżetowa mysz wyzionęła niespodziewanie ducha, choć podejrzewam, że starała się uprzedzić mnie o tym fakcie migając rozpaczliwie przez kilka dni swoim podświetleniem. No nic. Stało się, więc trzeba było znów sięgnąć do portfela i sprawdzić, czy poza pajęczynami cokolwiek w nim zostało. O dziwo tak. 
Zaopatrzony w odrobinę gotówki zacząłem poszukiwania jakiejś ergonomicznej, niedrogiej konstrukcji. W trakcie owych poszukiwań zauważyłem, że obecnie myszą mieniącą się „ergonomiczną” są głownie fikuśne, pionowe urządzenia, a przymiotnik ten pojawia się jakby rzadziej przy pozostałych konstrukcjach.
Cóż było robić?
Ulegając presji rynku, kupiłem pionowego stwora pod tytułem Perixx Perimice-515 II za jedyne 79 zł. Mój wewnętrzny Janusz był zadowolony, choć umiarkowanie.
Jakość wykonania myszy jest bardzo dobra i nie ma się wrażenia, że trzyma się w dłoni jednorazowy kawałek plastiku. Mysz nie posiada żadnego dedykowanego oprogramowania, no bo cóż by ono miało robić. Podświetlenia RGB czy innych bzdur owa mysz też nie posiada, jeśli nie liczyć błękitnego, świecącego paska oraz przełącznika rozdzielczości (1000/1600 dpi). I dobrze. Zmartwiła mnie jednak powierzchnia myszy, ponieważ jest ona matowa, jakby lekko gumowana, a z doświadczenia wiem, że tego typu powłoki potrafią wyglądać potwornie już po kilku miesiącach użytkowania: tłuszczą się, wycierają, a później zaczynają obłazić.
Co do nowych doznań towarzyszących tej jakże nowatorskiej konstrukcji, to takowe się oczywiście pojawiły. Na wertykalnej myszy dłoń z pewnością leży dużo wygodniej – tu producenci tego typu urządzeń zdecydowanie nie kłamią. O dziwo zmiana ułożenia dłoni nie jest jakimś szokiem i – przynajmniej ja osobiście – przeszedłem nad tym do porządku dziennego. Trochę inaczej jest jednak z używaniem przycisków. Wciskając przyciski tej myszy robimy to w sumie nieco w bok, podczas gdy w zwykłej myszy robimy to w dół. Podczas przeciągania obiektów po ekranie czuć tę różnicę, a przynajmniej ja ją czuję.
Do działania myszy w sumie zastrzeżeń nie mam, jednak mimo tego ma ona pewne mankamenty: tragiczne ślizgi oraz bardzo sztywny i gruby przewód. Nie mam pojęcia kto wpadł na pomysł zainstalowania tu takiego „drutu”. Zachowuje się jak kawałek siatki ogrodzeniowej: potrafi on wisieć w powietrzu wygięty w łuk i nie opada na powierzchnię biurka pod własnym ciężarem. A może po prostu to ja trafiłem jakiś "specjalny model" i izolacja tego przewodu uległa jakiejś reakcji chemicznej? Tak czy siak efekt jest taki, że po podkładce mysz przemieszcza się z pewnym oporem i jeśli miała być ona ergonomiczna, to tym sposobem części tej ergonomii producent się pozbył. 
Szkoda, bo wystarczyło zastosować tylko inny przewód, a kultura użytkowania myszy byłaby przyzwoita.
Nie jest oczywiście jakoś dramatycznie. O nie!
Mysz jest wygodna i przy zwykłej pracy biurowej czy przeglądaniu internetu powinna sprawować się bardzo dobrze. Jednak jak dla mnie, do intensywnej, długotrwałej  pracy nadaje się średnio i z pewnością za jakiś czas będę szukał czegoś innego. Powtórzę: szkoda, bo wystarczyło niewiele: choćby cieńszy, nieco miększy, mniej absurdalny przewód.
Jak już wyżej wspominałem, nabyłem tę mysz w cenie 79 zł. Z tego co widzę, trafić ją można obecnie (tj. luty 2023 roku) w cenach nawet od 90 do 120 zł (!), ale uważam, że taka kwota za to urządzenie to odrobinkę za wiele.

Komentarze
Brak komentarzy...
Podpis:
E-mail:
Strona WWW (bez http://):
Komentarz:
Pola z gwiazdką muszą być wypełnione. Email nie jest publikowany.