Komputerek kurdupelek

Komputerek kurdupelek
Laptop, którym posługiwała się moja mama, od dłuższego czasu pracował jakby w innej branży, a konkretnie przeszedł z IT do ogrodnictwa.
W jaki sposób?
A no taki, że zaczął służyć  jako podstawka pod kwiaty. I nie dziwota.
Leciwy Fujitsu Lifebook E780 czasy swojej świetności ma za sobą. O ile kiedyś radził sobie jako-tako przynajmniej z przeglądaniem Internetu, to z obecnymi stronami idzie mu jakby gorzej. No ale szału nie ma: procesor Intel i5-520M 2,4 GHz, 8 GB pamięci RAM DDR3 i 128 GB dysk SSD, w który go kiedyś wyposażyłem. Zmiana procesora na np. i7-620M bardziej odchudziłaby portfel niż zwiększyła wydajność (w 2026 roku ten antyk kosztuje niemal 100zł!), a więcej niż 8 GB pamięci RAM też się tu nie wsadzi.
Planowałem go sprzedać, dołożyć nieco dukatów i kupić jakiegoś używanego, niedrogiego, ale mocniejszego laptopa. Mój zapał jednak ostygł, gdy zobaczyłem ceny owego zabytku – jedyną wartościową częścią okazał się dysk SSD i to tylko dzięki temu, że w 2026 roku zapotrzebowanie centrów danych i sztucznej inteligencji na pamięć RAM i nośniki danych, absurdalnie podniosło ceny.
Zacząłem się jednak zastanawiać nad sensem „laptopowego” rozwiązania: ekran laptopa dla starszej osoby jest stanowczo za mały, komputer nie ma „swojego” biurka, więc trzeba go za każdym razem gdzieś rozłożyć, laptop trochę waży, pałęta się przewód zasilacza, myszki etc.. Dla poruszającej się na wózku osoby to czasem za wiele.
Wykoncypowałem, że skoro w pokoju już jest jeden, duży ekran, czyli telewizor, to można go wykorzystać i zwyczajnie dodać do niego komputer.
Owszem, laptopa też da się podłączyć pod zewnętrzny ekran, ale nie uśmiechało mi się upychanie za telewizorem takiego klamota. Pomyślałem raczej o użyciu małego, energooszczędnego terminala albo komputera biurowego w formacie Mini PC, które przecież masowo, po zakończeniu korporacyjnej kariery, lądują na portalach aukcyjnych w cenie kiełbasy podwawelskiej.
Poszperałem więc w Internetach i na Allegro udało mi się trafić za jedyne 119 zł ciekawy, używany „kadłubek” biurowego mini komputera: Acer Veriton N4640G. I co ważne, była to cena wraz z zasilaczem.

Acer Veriton - zakup

Oczywiście cena nie wzięła się z sufitu.
Komputer bez dysku, pamięci RAM i karty WiFi. Miał zainstalowany jedynie procesor Celeron G3900T, więc nic wydajnego. Na szczęście układ procesora mocowany jest tu w podstawce, a zatem można wymienić go na coś mocniejszego.
Komputer posiadał też złącze PCI Express x16 ukryte za zdejmowaną ścianką, więc da się go wzbogacić o jakąś kartę rozszerzeń, np. kartę graficzną. Oprócz tego w BIOS „zaszyty” jest oryginalny klucz systemu Windows 10, więc odpada kupowanie systemu operacyjnego czy nawet samego klucza.
No ale nie może być idealnie.
Złącze PCI Express ma tu limit mocy na poziomie 30W, więc żadnej mocniejszej karty graficznej tutaj się nie zainstaluje. Na płycie głównej znajdziemy co prawda złącze M2 dla dysków SSD, ale obsługuje ona tylko dyski SATA – dysku NVME tutaj nie użyjemy. Płyta wyposażona jest w chipset Intel H110, który teoretycznie umożliwia obsługę procesorów Intela jedynie szóstej generacji. Wydaje mi się jednak, że mój egzemplarz posiada zaktualizowany BIOS, który prawdopodobnie pozwoli na uruchomienie również procesorów siódmej generacji.
Jeśli chodzi o wyjścia obrazu, to komputer wyposażono w Display Port i złącze VGA – nie ma tu złącza HDMI.
Niemniej jednak uznałem, że do takich zadań jak przeglądanie stron www czy proste gry komputer będzie dziesiątki razy lepszy niż stary Lifebook. Co więcej wymiary - jakieś 19 x 21 x 3,5 cm - były idealnie do wsunięcia go pod telewizor. Czym prędzej sypnąłem więc groszem i wyglądałem przesyłki.
W międzyczasie, za 30 zł kupiłem procesor i5-6500T, a za „jedyne” 160zł udało mi się szczęśliwie dorwać 16 GB laptopowej pamięci DDR4 2400 MHz w dwóch kościach. Na szczęście nie musiałem stresować portfela kupowaniem dysków w wariackich cenach. Miałem odrobinę tego w szufladzie, a mogłem też wykorzystać dysk z laptopa.

Acer Veriton - widok ogólny

Komputer przybył szczęśliwie w jednym kawałku.
Okazał się być w doskonałym wręcz stanie.
Czysta, niemal nietknięta obudowa (oprócz dwóch punktów z tyłu, na samej jej krawędzi), czyste, pozbawione choćby cząsteczki kurzu wnętrze, błyszczący układ chłodzenia – mam wrażenie, że komputer nie był chyba nigdy używany i przeleżał całą swą młodość w jakimś magazynie, albo używany był niezwykle krótko.
W pierwszej kolejności wymieniłem procesor.
Robi się to jak w typowym laptopie: wystarczy odkręcić wentylator, odpiąć jego wtyczkę, odkręcić zgodnie z numeracją śrubki na płycie radiatora i uzyskujemy dostęp do podstawki procesora. Drugie w kolejce były kości pamięci operacyjnej.
A dysk twardy?
Tu poszedłem na całość i z szuflady wybrałem dwóch zawodników: dysk SSD SATA pojemności 128 GB na złącze M2 oraz 2,5” dysk HDD SATA o pojemności 250 GB na fotki i inne szpargały.

Acer Veriton - wnętrze

No ale sam komputer to nie wszystko.
Za kwotę jedynie 49 zł udało mi się kupić używaną, bezprzewodową klawiaturę Logitech K400 Plus w całkiem dobrym stanie. Wymagała jedynie wypłukania zaschniętej coli, którą została kiedyś obficie podlana :-). Co prawda klawiatura ta posiada zintegrowany touchpad, ale nie każdy sobie z nim radzi.
Na szczęście od dwóch lat próbowałem bezskutecznie sprzedać biurową, bezprzewodową myszkę HP. Teraz się przydała. Wygrzebałem ją z szuflady razem z przewodem Display Port – HDMI.
Komputer nie posiada karty WiFi (choć oczywiście ma dedykowane dla niej złącze), jednak ma zintegrowaną kartę Ethernet. Poszła więc w ruch zarabiarka, przygotowałem krótki, 50 cm patchcord i połączyłem komputer ze stojącym dosłownie tuż obok routerem.

Acer Veriton i Linux

Jak wspomniałem, komputer posiada własny klucz systemu Windows 10.
Postanowiłem jednak nie instalować tego systemu. Naprzykrzał się on kiedyś mojej mamie na różne sposoby, w tym próbami aktualizacji do systemu Windows 11, a na spyware w postaci Copilota, poupychaną wszędzie telemetrię czy aktualizacje mogące unieruchomić komputer nikt nie ma ochoty.
Zamiast tego, postanowiłem zainstalować system Linux, a konkretnie dystrybucję Linux Mint w wersji LMDE i ze środowiskiem pulpitu Cinnamon. Do tego zestaw gier, przeglądarka Brave z listą ulubionych stron www oraz blokadą reklam i gotowe.
I wiecie co?
Podmiana sprzętu była chyba trafiona, bo rodzicielka od kilku dni znów zawzięcie czyta lokalne internety i urządza ponad dwugodzinne sesje z grami, a zwłaszcza z grą „Zuma”.

Acer Veriton N4640G

A ile to wyniosło?
Jeśli chodzi o koszty, całość wygląda następująco:
  • 119 zł – Acer Veriton N4640G - kadłubek,
  • 30 zł – procesor i5-6500T,
  • 160 zł – 16 GB pamięci DDR4 SODIMM,
  • 49 zł – bezprzewodowa klawiatura Logitech K400 Plus.
Łącznie daje to 358 zł.
Reszty podzespołów nie liczę, bo to wynik przekopania szuflad z elektronicznymi rupieciami czyli swoisty recykling: myszka HP, przewód DP-HDMI, dwa leciwe dyski twarde.
Cenowo nie było strasznie, ale mogło być taniej, gdyby nie panująca obecnie na rynku apokalipsa AI, podnosząca między innymi ceny pamięci operacyjnej. No ale tak to jest, gdy się żyje w ciekawych czasach.

Komentarze
Brak komentarzy...
Podpis:
E-mail:
Strona WWW (bez http://):
Komentarz:
Pola z gwiazdką muszą być wypełnione. Email nie jest publikowany.